„Stresuje mnie wszystko. Każdy dzień w środowisku zawodowym do którego zdaję się nie pasować, bo jak inaczej wyjaśnić poziom frustracji jaki we mnie wywołuje?”

„W pewnym momencie zauważyłam, że moje życie skupiało się już tylko i wyłącznie na zwalczaniu bieżącego stresu.”

Życie w globalnej wiosce dla pokolenia takiego jak moje, które nie zna za bardzo czasów sprzed Internetu, zdaje się mieć dzisiaj- tyle samo plusów co minusów.

Znalezienie balansu i uspokojenie się od zachłyśnięcia szybkością megabitów, zdaje się być challengem na następne kilka lat.

Gabrielle Henderson/ Unsplash

Nasi rodzicie, którzy uważali, że nieograniczone obcowanie z technologią otworzy nam wrota do sukcesu wychowali rodziców, którzy już dzisiaj o wiele bardziej krytycznym okiem, patrzą na ten aspekt i starają się restrykcyjniej limitować swoim dzieciom, czas spędzony przed komputerem.

Czy po wszystkim intensywnym i nasyconym musi przyjść coś pozornie spokojnego i nieskomplikowanego?

Z perspektywy kapitalizmu, kształtowanie przeciwstawnych trendów w małym odstępie czasu ma ogromny sens. Drastyczne kontrasty w które wchodzimy bez namysłu to w skali mikro- pojedyńcze, intratne transakcje. Tych transakcji jest coraz więcej i aby im sprostać biegniesz coraz szybciej. Większy pośpiech generuje większy stres.

Joga, medytacja, ćwiczenia oddechowe, podróże w celu poszukiwania sensu życia- to wszystko stanowi spory element dzisiejszego krajobrazu.

A przecież jest to tylko i wyłącznie odpowiedź na spustoszenie, jakiego dokonały w nas poprzenie czasy.

zwariować
Wesley Tingey/ Unsplash

Błędy jakie popełniliśmy popadając jak zwykle ze skrajności w skrajność- konstruują trendy, które chcą sprostać Twoim nowym oczekiwaniom. W rzeczywistości stanowią remedium na wcześniej wyrządzoną krzwdę. Twój oprawca staje się wybawicielem. A Ty jedyne co masz, to syndrom sztokholmski i opróżniony doszczętnie portfel.

I tak ma być już zawsze.

Trzeba niszczyć żeby naprawiać- taki model biznesowy reprezentuje dzisiejsza odmiana kapitalizmu.

To, że trzeba nam zmian jest chyba oczywiste- od zawsze ich potrzebowaliśmy. Przecież nigdy nic nie było odpowiednie.

Nawet wygląd stał się obecnie powodem stresu i to sporego. W powietrzu wisi presja, którą oficjalnie wszyscy negują mówiąc:

B E   Y O U R S E L F ! *

*but not like this 
Mary Pokatova/ Unsplash.

Gdzie nie spojrzysz, tam uśmiechają się do Ciebie sfotoshopowane twarze w filtrze by @xeniabelskaya. Czasem serio zastanawiam się, kto i dlaczego to chce oglądać?

Dlaczego tak bardzo chcemy się oszukiwać i dlaczego tak bardzo obrzydza nas prawda.

Pieprzyki, pryszcze, blizny, cellulit wszystko co ludzkie staje się obce.

Nie wiedzieć czemu zaczęliśmy szkalować nawet ruchy body positivity.

W Internecie, aż huczy od tego, że to promocja niezdrowego trybu życia. Jednak perspektywa zapchanych arterii nie przeszkadza ludziom tyć od wieków, a to co jedynie próbuje się zrobić, to schować grubych przed światem, jak syna geja i udawać, że nie istnieje.

Nie możemy sobie tak po prostu odpuścić?

– możemy ale nie chcemy.

To zabawne kiedy idziemy do fryzjera i tłumaczymy mu, że chcemy żeby włosy miały więcej objętości, refleksów, inny ton, mocno napigmentowaną farbę, przedłużenia – w sumie chcemy nowych włosów, najlepiej jak Beyoncé, ale nie tak do końca bo ona nosi peruki, a my chcemy wyglądać naturalnie.

Seriously?

Naturalnie tlenione, przedłużone włosy- to oksymoron.

Fryzjer tylko zabawnie przytakuje, po czym zaczyna robić coś zupełnie innego. Coś realnego do osiągnięcia.

Na koniec dziwnie się uśmiechasz i mimo, że nie jest to to czego chciałaś, akceptujesz to i wyskakujesz z czterech stów. Robisz zdjęcie i wysyłasz po koleżankach, albo wrzucasz zdjęcie na insta i obserwujesz potem przez pół dnia ile serduszek dostałaś. Wracasz jak bumerang, bo masz na głowie modną platynę, a odrościk pojawia się już po dwóch tygodniach. Zatem trzeba szybko zakryć to kim się naprawdę jest, bo przecież to coś, co nam od zawsze nie odpowiada.

Kiedy efekt już nas opuści i powstaną nieodwracalne zniszczenia, jedyne co możemy zrobić to po prostu kontynuować to co zaczęliśmy.

„A co gdyby tak nosić swój kolor włosów?

– swój, daj spokój przecież to obleśne…”

zwariować
Imani Bahati/ Unsplash.

Tak samo jest z makeupem, który nie wiedzieć czemu ewoluował do poziomu drag queen, a póżniej znowu wrócił do mody na naturalność. To wszystko zaledwie w dwa lata. Oczywiście „TA” naturalność jest inna od tej która była wcześniej, teraz liczą się brwi. Te same brwi, które wyskubałaś doszczętnie w latach 90 -tych, bo wtedy był fokus na usta.

W związku z czym dałaś je wytatuować i teraz laminujesz te szczątki, by móc poświęcić osiemnaście minut zamiast dwudziestu, by je domalować.

Na szczęście kiedy zaraz znowu wróci moda na skubanie- będziesz gotowa, po prostu przestaniesz się malować. 

Czy ta pogoń się kiedyś skończy?

– Nie. Ewentualnie Tobie się skończy- ochota na nią.

zwariować
Christopher Campbell


Hire


guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments